„Człowiek między dwiema zasadami”
Jeśli spróbować opisać człowieka możliwie najuczciwiej, bez idealizacji i bez przesadnego pesymizmu, to pierwsze, co rzuca się w oczy, to zdumiewające połączenie dwóch różnych zasad. Z jednej strony człowiek jest istotą całkowicie materialną. Zależy od pożywienia, snu, temperatury, fizycznego stanu ciała. Nastrój może mu zepsuć zwykłe zmęczenie czy głód, a zdrowie nierzadko decyduje o tym, jak jasno potrafi myśleć i działać. Ale jednocześnie jest w człowieku coś, co nie mieści się w ramach czystej biologii. Potrafi rozmyślać o sensie życia, przeżywać wyrzuty sumienia, szukać prawdy, dążyć do sprawiedliwości, zadawać sobie pytania o Boga i o własną duszę. W tradycji biblijnej ten wewnętrzny wymiar człowieka nazywa się duszą — tą duchową częścią, która czyni go nie tylko żywym organizmem, lecz istotą zdolną wchodzić w relację ze Stwórcą.
I właśnie między tymi dwiema stronami ludzkiej natury nieustannie panuje ciche, ale bardzo realne napięcie. To, co materialne, ciągnie człowieka ku natychmiastowym przyjemnościom, ku prostym i szybkim rozwiązaniom, ku temu, co przynosi chwilową ulgę lub radość. Zasada duchowa w człowieku, przeciwnie, skierowana jest ku czemuś głębszemu i trwalszemu: ku prawdzie, odpowiedzialności, życiu, które ma sens i cel. W istocie całe ludzkie życie polega na tym, by nauczyć się budować właściwą relację między tymi dwiema siłami. Nie zniszczyć tego, co materialne, ani nie udawać, że nie istnieje, lecz stopniowo nauczyć się podporządkowywać je wyższemu celowi.
Ciekawe, że sama ta wewnętrzna walka wcale nie jest błędem w budowie człowieka. Przeciwnie, to właśnie ona czyni człowieka człowiekiem. Gdyby był istotą całkowicie duchową, nie musiałby wybierać — po prostu istniałby w harmonii. Gdyby był istotą wyłącznie materialną, żyłby jedynie instynktami. Ale człowiek znajduje się pośrodku i właśnie dlatego dano mu wolność wyboru. Może wznieść się ponad swoje impulsy albo całkowicie im się poddać. Ta możliwość wyboru jest jedną z najpoważniejszych cech ludzkiego życia.
Ważne jest przy tym zrozumienie pewnej rzeczy, o której tradycja religijna mówi znacznie subtelniej, niż czasem wydaje się z zewnątrz. Praca z ludzkimi pragnieniami nie oznacza, że trzeba je po prostu tłumić. Wielu ludzi, stykając się po raz pierwszy z etyką religijną, wyobraża ją sobie jako nieustanną walkę z własnymi uczuciami, jakby zadaniem człowieka było po prostu zagłuszenie wszystkiego, co w nim żywe. Ale w tradycji Tory podejście jest znacznie bardziej realistyczne. Większość ludzkich pragnień sama w sobie nie jest złem. Są to siły, które można skierować albo destrukcyjnie, albo twórczo.
Dobrym przykładem jest pociąg między mężczyzną a kobietą. Ta siła rzeczywiście może stać się źródłem problemów, jeśli człowiek traktuje ją lekkomyślnie i korzysta z niej bez odpowiedzialności. Ale ta sama siła staje się fundamentem rodziny, gdy człowiek zawiera małżeństwo i buduje relację na wierności, szacunku i miłości. To, co w jednym kontekście może przeradzać się w pożądliwość, w innym staje się źródłem radości, bliskości i przedłużenia życia. Sama energia się nie zmienia — zmienia się sposób jej wykorzystania.
To samo można powiedzieć o wielu innych uczuciach. Pragnienie uznania może doprowadzić człowieka do pychy, ale może też skłonić go do tego, by uczciwie i dobrze wykonywał swoją pracę. Dążenie do materialnego dobrobytu może przerodzić się w chciwość, ale może też stać się bodźcem do pracowitości i odpowiedzialności za rodzinę. Nawet gniew, który zwykle uważa się za uczucie negatywne, okazuje się czasem reakcją na niesprawiedliwość i może skłonić człowieka do obrony słabszych.
Dlatego w świecie Tory i przykazań nie odmawia się ludzkim uczuciom prawa do istnienia. Raczej proponuje się człowiekowi, by nauczył się rozumieć, gdzie i jak z nich korzystać. W tym sensie życie duchowe bardziej przypomina sztukę kierowania wewnętrznymi siłami niż zwykłe tłumienie pragnień.
Ale aby nauczyć się kierować swoim życiem, człowiek musi najpierw rozeznać się w bardziej fundamentalnych pytaniach. Bo nie da się właściwie budować swojego życia, jeśli nie rozumie się, po co w ogóle zostało ono dane. Człowiek nieuchronnie styka się z pytaniami, które w pewnym momencie stają się bardzo osobiste: po co żyję, co czeka moją duszę po śmierci, czego Stwórca oczekuje od człowieka, co znaczy żyć właściwie. Te pytania nie zawsze padają na głos, ale stopniowo pojawiają się w życiu każdego człowieka, zwłaszcza gdy zaczyna on poważnie zastanawiać się nad czasem, który został mu dany.
Czasem wystarczy jedno silne wydarzenie, by człowiek nagle zobaczył swoje życie inaczej. Ludzie często zmieniają nawyki, gdy stają wobec realnej odpowiedzialności. Diagnoza lekarska potrafi skłonić człowieka do rezygnacji z tego, z czego latami nie potrafił zrezygnować. Świadomość, że od twoich działań zależy życie innych ludzi, sprawia, że kierowca zachowuje się na drodze inaczej. Uświadomienie sobie, że egzamin zadecyduje o przyszłości, może zdyscyplinować nawet kogoś, kto przywykł traktować życie lekkomyślnie.
Takie przykłady pokazują prostą rzecz: gdy człowiek jasno rozumie konsekwencje swoich czynów, jego zachowanie się zmienia. Świadomość odpowiedzialności ma zdumiewającą siłę. A w życiu duchowym ta zasada działa dokładnie tak samo. Gdy człowiek zaczyna rozumieć, że jego życie nie jest przypadkiem, lecz darem, za który odpowiada przed Stwórcą, jego stosunek do własnych czynów stopniowo się zmienia.
Kto naprawdę uświadamia sobie wartość życia, zwykle przestaje je trwonić na rzeczy, które ostatecznie nic nie dają. Nie oznacza to, że człowiek przestaje cieszyć się życiem czy staje się surowym ascetą. Raczej zaczyna uważniej patrzeć, na co poświęca swój czas, siły i wewnętrzną energię. Zaczyna rozumieć, że życie jest zbyt krótkie, by marnować je na bezsensowne nawyki i przypadkowe impulsy.
Ale samo zrozumienie celu nie wystarcza. Ważne jest, by człowiek nauczył się widzieć siebie wyraźniej. To jedno z najtrudniejszych zadań. Łatwo rozprawiać o moralności w ogóle, ale o wiele trudniej uczciwie spojrzeć na własny charakter. Każdy człowiek ma mocne strony, które pomagają mu iść naprzód, i słabe punkty, które mogą raz po raz sprowadzać go do tych samych błędów. W tradycji etyki żydowskiej wiele uwagi poświęca się właśnie temu wewnętrznemu badaniu — umiejętności obserwowania siebie, dostrzegania swoich reakcji, rozumienia swoich skłonności.
Gdy człowiek zaczyna postrzegać swoje słabości nie jako wyrok, lecz jako kierunek pracy, życie duchowe staje się bardziej praktyczne. Rozumie, gdzie musi być szczególnie uważny, które nawyki wymagają zmiany, jakie cechy trzeba rozwijać. I wtedy praca nad sobą przestaje być abstrakcyjną ideą. Przemienia się w konsekwentny proces, w którym człowiek stopniowo wznosi się z jednego poziomu na drugi.
Ważne jest też, by pamiętać, że człowiek rzadko przechodzi tę drogę zupełnie sam. W każdej dziedzinie życia nauka zwykle wymaga nauczyciela. Sportowiec potrzebuje trenera, muzyk — nauczyciela, lekarz — starszych kolegów, którzy pomagają mu opanować zawód. W życiu duchowym działa ta sama zasada. Dobrze jest mieć nauczyciela lub mądrego doradcę — kogoś, kto przeszedł już część tej drogi i potrafi podpowiedzieć, wesprzeć, czasem łagodnie wskazać błędy.
Bez takiego wsparcia praca duchowa często zamienia się albo w chaotyczne próby zmiany siebie, albo w nadmierną surowość wobec siebie. Nauczyciel pomaga zachować równowagę i posuwać się naprzód stopniowo.
A wszystko to dzieje się na tle dość prostej rzeczywistości: czas jest ograniczony. Życie człowieka nie jest nieskończone, a siły i uwaga również mają swoje granice. W tradycji żydowskiej znane jest zdanie z Pirke Awot: „Dzień jest krótki, a pracy jest wiele”. Nie brzmi to jak groźba czy presja. To raczej spokojne przypomnienie, że życie jest cenną szansą, której nie można odkładać na później.
A gdy człowiek zaczyna postrzegać swoje życie właśnie tak — jako ograniczony, ale drogocenny czas, dany mu na wzrost, na naprawę siebie, na budowanie właściwych relacji z ludźmi i ze Stwórcą — pojawia się w nim naturalne pragnienie działania. Nie czekać na idealny moment, nie odkładać zmian na nieokreśloną przyszłość, lecz po prostu zacząć pracować nad sobą krok po kroku.
Ostatecznie życie duchowe rzadko składa się z głośnych i heroicznych czynów. Najczęściej tworzy je mnóstwo drobnych decyzji: powiedzieć prawdę zamiast wygodnego kłamstwa, okazać cierpliwość zamiast irytacji, zrobić dobry uczynek, nawet jeśli nikt się o nim nie dowie. Właśnie z takich kroków stopniowo buduje się człowiek.
A jeśli spojrzeć na to bez patosu, staje się zrozumiałe, dlaczego mędrcy mówili, że pracy jest naprawdę wiele. Ale zarazem jest ona warta wysiłku. Bo chodzi nie o coś zewnętrznego, lecz o samo życie człowieka — o to, kim się staje i jaki wejdzie w wieczność.