Gdy człowiek zbacza z drogi…
Czasem dusza człowieka nie tylko zbacza — ona jakby blednie, jakby ktoś zdmuchnął jej wewnętrzne światło.
W dawnym języku słowo „zboczył z drogi” można odczytać tak, że znaczy także coś innego: „zgłupiał”.
Dlaczego? Bo każdy grzech to nie tylko słabość ciała, lecz utrata jasności.
Jak powiedziano w Talmudzie:
„Człowiek nie zgrzeszy, jeśli nie wstąpi w niego duch głupoty”.
Głupota to sytuacja, gdy zapominasz o cenie. Gdy tracisz zdolność widzenia różnicy między tym, co przemijające, a tym, co wieczne.
Wyobraź sobie, mówi raw Jaakow Kaniewski, że cały świat, od ziemi aż po gwiazdy, jest wypełniony najdrobniejszym piaskiem. W jednym worku są miliony takich ziarenek. I raz na milion lat znika tylko jedno.
Otóż: nawet czas, w którym zniknie cały ten piasek, to tylko iskra, która mignęła w bezmiarze wieczności.
A jednak człowiek wymienia wieczność na maleńką iskrę przyjemności. Sprzedaje złoto za odłamek szkła. Stawia swoją duszę na szali — dla chwili, która znika szybciej niż oddech.
I co dostaje w zamian?
Ból. Zrujnowane ciało. Wyczerpaną duszę. Iluzję szczęścia, za którą stoi pustka.
Rabejnu Jona mówi: człowiek, który uświadomił sobie, że grzeszył, powinien powiedzieć sobie wprost:
„Nie oszczędzałem swojego ciała — dla czego? Dla minuty. Byłem okrutny wobec swojej duszy — dla chwili. Zamieniłem nieskończone na przemijające”.
Powtarzamy to także w modlitwie pokutnej: „I nie było to dla nas warte”.
Właśnie: nie było warte. Nie przyniosło owoców.
Ani pożytku, ani radości. Tylko blizny na ciele i na sercu.
Król Szlomo, najmądrzejszy z ludzi, powiedział:
„Lepszy młodzieniec ubogi, ale mądry, niż król stary, a głupi, który już nie umie przyjąć przestrogi”.
Młodzieniec to czysta, dobra skłonność w człowieku. Przychodzi, gdy dusza staje się dorosła, w wieku 13 lat.
Dlaczego uboga? Bo jej głos jest cichy. Rzadko się jej słucha.
Ale prowadzi do prawdy. Jest lampą, która płonie nawet w nocy.
A „król stary i głupi” to namiętna, zła skłonność.
Jest z nami od urodzenia. Mówi głośno. Zawsze jest pierwsza.
I dlatego jest jak złoczyńca w sądzie, który przybiega przed innymi, przekonująco kłamie, a ty już nie chcesz słuchać prawdy.
Zohar mówi: jest podobna do Achaszwerosza, który panował „od Indii do Etiopii” — od początku życia do końca.
To „królestwo” jest oszustwem. Zawładnia duszą człowieka łapówkami: obietnicami przyjemności, władzy, sukcesu.
Ale jeśli się przyjrzeć — nie ma tam ani jednego prawdziwego kamienia.
Tylko pył, tylko dym.
Pewien młodzieniec, który zszedł z drogi, napisał do mnie:
„Ludzie myśleli, że jestem szczęśliwy. A ja byłem pusty. Radość była daleko ode mnie”.
I oto prawda: zła skłonność brzmi tak przekonująco, bo słuchamy jej od samego urodzenia. Przyzwyczajamy się do jej głosu — i zapominamy, że jest inny.
Ona kłamie. Maluje iluzoryczny świat, w którym grzech jest drogą do przyjemności.
Ale za każdą maską kryje się cierpienie. Za każdym uśmiechem — wewnętrzne pęknięcie.
Dlatego człowiek, który dąży do światła, nie powinien wypuszczać mądrości z rąk.
Nawet na chwilę.
Niech będzie jego lustrem, jego głosem, jego mapą.
Niech przypomina mu: wszystko, co tracisz dla grzechu, nie jest warte tej wieczności, którą nosisz w sobie.