Duchowe śniadanie

Kiedy wszystko się sypie bez widocznego powodu.

Autor: Dima

Czasem w życiu zdarzają się rzeczy, które zgodnie z logiką nie powinny były się wydarzyć. Wszystko szło dobrze — i nagle coś się psuje. Nie zwykła „awaria”, lecz jakby ktoś wyłączył szczęście. Jakby ktoś krzywo na ciebie spojrzał. Albo ty sam coś zapeszyłeś.

Brzmi dziwnie? Być może. Ale jeśli odrzucić mistykę i przesądy — coś w tym jednak jest. I najważniejsze — to nie powód do strachu, lecz okazja, by się zastanowić: co się ze mną dzieje? Nie na zewnątrz. Lecz w środku.

Tak, bywa, że sami rzucamy na siebie urok
W jednym miejscu Talmudu Babilońskiego przytoczona jest na pierwszy rzut oka absurdalna, niemal anegdotyczna rada: jeśli boisz się złego oka — spójrz na lewą stronę swojego nosa. Zabawne, prawda?

Ale jeden z komentatorów, autor „Megadim Chadaszim”, wyjaśnia: czasem człowiek sam rzuca na siebie urok. Patrzy na to, co mu się udało — ze zdziwieniem, z zachwytem, z niespokojną myślą: „czy to naprawdę moje?!” — i jakby sam to sobie psuje. Nie z powodu czarów. Lecz dlatego, że w środku nie jest gotów przyjąć tego, co otrzymał. Czuje się niezasłużenie szczęśliwy. I sam uruchamia proces niszczenia.

Przechwałki — subtelna forma duchowego samozniszczenia
Rabi Elijahu Dessler pisze: gdy zaczynasz zbyt otwarcie pokazywać swoją pomyślność — nieważne, materialną, zawodową czy osobistą — może to wywołać odwrotną reakcję. Nie dlatego, że świat jest zły. Lecz dlatego, że twoja demonstracja podważa to, czy naprawdę na to zasługujesz.

I wtedy, jak wyjaśnia Dessler, w Niebiosach „ponownie sprawdzają” twoją sprawę: czy naprawdę na to zasłużyłeś? Czy to przypadkowe trafienie, którym zbytnio się chełpisz?

Czasem mylimy dar z prawem własności
Bardzo subtelny moment. Zaczynamy myśleć: skoro to mam — znaczy, że na to zapracowałem. To mój sukces. Moja zasługa. Jestem zuch.

Ale Tora uczy inaczej: „Do Pana należy ziemia i wszystko, co ją napełnia”. To, co masz, nie jest twoją własnością, lecz depozytem, czasowym użyczeniem. To tak, jakby król pożyczył ci na pewien czas swoje szaty, a ty uznałeś, że to już twój nowy styl.

I oto, gdy zaczynasz „szczycić się” tym, co tylko czasowo ci powierzono, zaczyna się proces utraty. Nie dlatego, że B-g jest zazdrosny, lecz dlatego, że przestałeś być naczyniem dla błogosławieństwa. Zamieniłeś wdzięczność na pychę.

A jest jeszcze dziesięcina
Księga proroka Malachiasza mówi zaskakująco wprost: „Okradacie Mnie… dziesięciną i daniną!” Czyli: jeśli nie oddzielasz dziesiątej części swojego dochodu — nie jesteś po prostu skąpy, ty kradniesz. Nie ludziom. B-gu.

I chodzi tu nie tyle o finanse, ile o zaufanie i uznanie źródła. Chcesz zatrzymać błogosławieństwo? — umiej się dzielić. Nie z litości. Ze zrozumienia, skąd wszystko się bierze.

Co robić, gdy w życiu coś się wali?
Księga Pele Joec radzi: nie ignoruj sygnałów. Jeśli dzieje się coś przykrego — nie szukaj winnych. Nie zanurzaj się w przesądach. Zatrzymaj się. Spójrz na siebie.

Może stałeś się zbyt pewny siebie. Albo przestałeś być wdzięczny. Albo zapomniałeś o dzieleniu się. Albo po prostu przestałeś się modlić, rozmawiać z B-giem z głębi serca.

I jeśli zaczniesz zmieniać choćby jeden element — to już będzie tszuwa. To już powrót do siebie. Do źródła.

Nie wszystko w życiu da się wyjaśnić. Nie na wszystko jest jasna odpowiedź. Ale nic, co nas spotyka, nie jest przypadkiem. To nie zepsuty wszechświat. To wyzwanie. Czasem — lekki pstryczek w nos. Czasem — brutalne przebudzenie. Ale wszystko — dla wzrostu.

Dlatego, jeśli nagle w twoim życiu coś gwałtownie poszło w dół — nie panikuj. Sprawdź swoje wewnętrzne ustawienia. Może po prostu wziąłeś na siebie zbyt wiele. Albo zapomniałeś, skąd pochodzi wszystko, co dobre. Albo zamknąłeś się w sobie.

Udostępnij: Facebook Telegram WhatsApp
Na żywo Radio 12 70 Tora i Talmud 24/7
—