Kochać bliźniego, kiedy budzi w nas niechęć
W Torze napisano: „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego” (Księga Kapłańska 19:18). Ale jak można nakazać człowiekowi miłość? Przecież uczucia nie pojawiają się na rozkaz. Jeśli już kogoś kochamy, przykazanie wydaje się zbędne. A jeśli czujemy niechęć, czy naprawdę możemy zmusić się do odczuwania czegoś innego?
Ważne jest tutaj zrozumienie, że Tora odnosi się nie tylko do naszych uczuć, lecz także do tego, jak z nimi postępujemy. Nie zawsze potrafimy wybrać, co poczujemy w danej chwili, ale możemy wybrać, czy będziemy pielęgnować to uczucie i w co się ono przemieni. Poczucie krzywdy może pozostać poczuciem krzywdy albo stopniowo przerodzić się w nienawiść. Czasami człowiek przez lata podtrzymuje w sobie niechęć, wciąż przypominając sobie cudze czyny, aż własne nastawienie staje się dla niego ważniejsze niż to, co naprawdę się wydarzyło. Nie każde uczucie powstaje z naszej woli, ale nie każde powinno stawać się wolą, która nami kieruje.
Przykazanie miłości bliźniego nie wymaga udawania bliskości tam, gdzie jej nie ma, przytulania kogoś, kto sprawia nam ból, ani pozwalania innym na przekraczanie naszych granic. Wymaga, byśmy nie czynili ze swojej niechęci usprawiedliwienia dla niesprawiedliwości. Można nie żywić do kogoś ciepłych uczuć, a mimo to go nie poniżać, nie obmawiać, nie życzyć mu zła i nie odmawiać pomocy wyłącznie z powodu osobistej urazy. Co więcej, czasami właśnie czyn dokonany pomimo niechęci staje się początkiem zmiany naszego wewnętrznego nastawienia.
W tradycji żydowskiej istnieje ważne przekonanie: nie tylko uczucia kształtują czyny, lecz także czyny stopniowo kształtują uczucia. Człowiek nie zawsze zaczyna od szczerego pragnienia czynienia dobra. Czasami zaczyna od decyzji, by postąpić właściwie, nawet jeśli nie ma w sobie jeszcze odpowiadającego jej uczucia. Z czasem to, co początkowo wymagało wysiłku, może stać się częścią jego charakteru. Nie jest to hipokryzja, jeśli człowiek nie udaje miłości, lecz świadomie uczy się traktować drugiego z godnością.
Być może właśnie dlatego Tora nie ogranicza się do wezwania, by odczuwać miłość, lecz uczy człowieka żyć tak, aby miłość stawała się możliwa. Miłość bliźniego nie oznacza przecież obowiązku żywienia jednakowych uczuć do wszystkich ludzi. Oznacza uznanie, że godność drugiego człowieka nie znika nawet wtedy, gdy budzi on w nas niechęć.
A prawdziwa praca duchowa zaczyna się nie wtedy, gdy łatwo nam kochać, lecz wtedy, gdy mamy powody do niechęci, a mimo to wybieramy, by nie stawać się okrutnymi.